Rany boskie, już piątek! Strasznie szybko zleciał ten tydzień, gdybym był członkiem załogi USS Enterprise to natychmiast poleciałbym do kapitana Picarda zgłosić wystąpienie nieciągłości czasoprzestrzennej, ale w obecnej sytuacji muszę przyjąć, że po prostu nie uważałem na upływ czasu. Niemniej jednak już jutro będzie sobota, co trochę mnie przeraża, ponieważ zupełnie nie wiem co będę robił. Jeżeli będzie odpowiednia pogoda, to pojadę sobie na rower, ale to mi wypełni tylko część wolnego czasu, poza tym wszystkie znaki na niebie wskazują na to że pogoda będzie nieodpowiednia, więc pewnie nic nie wyjdzie z przejażdżki po dzikich ostępach Lasu Wiączyńskiego lub innego kompleksu leśno-łąkowego.
Mógłbym zacząć budować model okrętu, do czego co jakiś czas zachęca mnie moja żona (jak sądzę, podyktowane jest to nie tyle troską o mój rozwój intelektualno-manualny, ile chęcią posiadania ładnego modelu okrętu który mogłaby wykorzystać do celów dekoracyjnych), jednak szkopuł w tym, że ewidentnie brakuje mi cierpliwości do takich budów. Dowodem na to może być fakt, że już dwukrotnie rozpoczynałem budowę modelu okrętu, a jeśli wliczyć statki kosmiczne, to nawet pięciokrotnie, ale tylko w jedym przypadku wyszedłem poza stadium poszycia kadłuba, nigdy natomiast nie miałem na tyle cierpliwości żeby konstruować szczegóły typu działka, silniczki korekcyjne, podwozie, śluzy czy w przypadku okrętów morskich działa, barierki, szalupy i inne duperele które zwykle na okrętach się znajduja i przysparzają modelarzom bólu głowy od wpatrywania się w mikroskopijne części.
Aha, raz zacząłem budować ciężarówkę ale zrobiłem tylko ramę i poległem na elementach zawieszenia, więc to prawie się nie liczy.
Mógłbym pisać bloga, ale robię to dzisiaj, więc odpada. Na pewno pogram sobie trochę w nowy Total War, ale co będzie, jeżeli mi się szybko znudzi? Poradziłem sobie z błędem w Race 07 więc zrobię też pewnie kilka okrążeń na dowolnie wybranym torze, ale z umiarem, gdyż nie przystoi mężczyźnie w moim wieku bawić się grami komputerowymi, a przynajmiej nie w takiej skali jak 10 lat temu. Chociaż może powinienem wykorzystać ostatnie kilka dni, bo może się zdarzyć, że w następny weekend nawet nie będę miał możliwości włączenia komputera, jako że termin pojawienia się nowej obywatelki zbliża się nieubłaganie.
No właśnie, przypomniało mi się, muszę jeszcze posprzątać samochód, bo są w nim jeszcze zarówno ślady przewożenia choinki, jak i pozostałości po transporcie królika (nie, nie są to jego odchody, po prostu trociny które wypadły z klatki), a także kilka jesiennych liści i prawdopodobnie piasek znad morza. Tak więc szczęśliwie dochodzę do wniosku, że tym razem nie umrę z sobotniego spleenu, i jeżeli nie napiszę nic jutro, to znaczy że jestem wprost piekielnie zajęty.