Zastanawiam się co jakiś czas, czy nie powinienem zamieszczać na swoim blogu artykułów związanych z moją aktywnością zawodową, tak jak to robią niektórzy. Tematów zapewne miałbym co niemiara, jako że prawie co dzień mam do czynienia z najróżniejszymi, mniej lub bardziej zaawansowanymi zagadnieniami z dziedziny programowania, i na pewno byłbym w stanie przynajmniej raz w tygodniu sprokurować esej zatytułowany np. “Integracja jQuery, Backbone i Underscore przy użyciu require.js” lub też “Migracja na Doctrine ORM: Czego się spodziewać i czym się nie przejmować”. Byłyby to najprawdopodobniej niezwykle ciekawe i pouczające artykuły, i może nawet zwiększyłyby poczytność mojego bloga, obawiam się jednak że dla stałych czytelników byłyby niezbyt interesujące. Mógłbym oczywiście założyć osobnego bloga, przeznaczonego tylko na takie specjalistyczne teksty, i może rzeczywiście tak zrobię, albowiem szkoda mi jest czasem nabytej w toku różnych prac wiedzy, która zostaje użyta tylko raz, a potem pamięć o niej przemija bezpowrotnie. Wielu developerów posiada blogi, na których przechwala się swoimi osiągnięciami, więc dlaczego ja nie miałbym takiego mieć?
To powiedziawszy, przechodzę do spraw bieżących. Których właściwie nie ma zbyt dużo w ujęciu lokalnym , natomiast jest ich zbyt dużo w ujęciu globalnym, skutkiem czego każda moja próba skoncentrowania się na pojedynczym zagadnieniu kończy się w momencie, gdy natrafiam na inny, ciekawszy moim zdaniem temat. Próbując sformułować jakąś dłuższą nań wypowiedź, dochodzę zwykle do wniosku że tak naprawdę temat ten nie jest aż tak ciekawy, szybko więc znajduję następny, ale i tutaj historia się powtarza i w końcu siadam do pisania bloga z piętnastoma pomysłami, z których żaden jednak nie dostępuje zaszczytu ujrzenia światła dziennego.
Zrobię zatem coś, co może się okazać skuteczną receptą na powyższy problem, a mianowicie wymienię w postaci zwięzłej listy wszystkie sprawy o których pragnąłem napisać, a na napisanie o których czasu mi nie starczyło i miejsca na blogu. Oto one:
- Problemy strefy euro i jej nieuchronny upadek
- Projekty ustaw SOPA/PIPA w USA, zwane ustawami o cenzurze Internetu
- Nadchodząca wojna USA i Izraela z Iranem
- Przebudowa Dworca Fabrycznego w Łodzi
- Udany eksperyment z dwoma diamentami w stanie splątania kwantowego
- Android Ice Cream Sandwich
- SPAZ
- Dlaczego jeszcze nie spadł śnieg i dlaczego nie martwię się z tego powodu
- Poziom inteligencji świnki morskiej
- Wyniki badań czarnej skrzynki Airbusa który spadł do Atlantyku w 2009 roku
- Nowo odkryta planeta znajdująca się w biosferze swojej gwiazdy, a także zaskakująco duża liczba systemów planetarnych znalezionych przez teleskop Kepler.
No dobrze, żeby już nie zostawiać czytelników tak zupełnie z niczym, napiszę parę słów o tej ostatniej sprawie. Teleskop Kepler, wiszący sobie jak gdyby nigdy nic na orbicie ziemskiej, nie jest tak naprawdę klasycznym teleskopem, posiada bowiem jedynie prosty przyrząd do badania zmian jasności gwiazd. Wykryte regularne zmiany jasności danej gwiazdy traktowane są jako dowód na istnienie okrążającej tę gwiazdę planety. Kepler ma dość wąskie pole widzenia, obejmujące gwiazdozbiory Liry i Łabędzia, w dodatku jest w stanie znaleźć tylko te planety, które w toku swej orbity zakrywają gwiazdę macierzystą, a do tego są na tyle duże, że wywołują zmiany jasności wykrywalne przez przyrządy Keplera.
Tym bardziej ciekawy wydaje się fakt, że pierwszą planetę teleskop ten wykrył już trzeciego dnia po uruchomieniu, a do tej pory skatalogowano już kilkadziesiąt układów potwierdzonych i ogromną liczbę przypuszczalnych. Wniosek nasuwa mi się taki, że układy planetarne nie są w Kosmosie niczym szczególnym i posiada je większość gwiazd. Planet podobnych do Ziemi jest zapewne cała masa, na niektórych rozwinęło się życie, i tak dalej. Planeta o której trąbiono w mediach znajduje się 600 lat świetlnych stąd, ale są również bliższe Ziemi gwiazdy podejrzewane o posiadanie planet, jak choćby Epsilon Eridani lub Gliese 581, odległe o marne 20 lat świetlnych. Myślę że nieduży statek, napędzany na przykład żaglem słonecznym, mógłby dotrzeć tam za jakieś 300 lat. To dosyć długo, dlatego też nikt jak na razie nie planuje takiej misji, wszyscy czekają na wynalezienie napędu nadświetlnego albo jakiejś natychmiastowej formy komunikacji.
Mam pomysł, możnaby wziąć dwie cząsteczki w stanie splątania kwantowego i jedną wysłać takim statkiem, a drugą trzymać na Ziemi. Gdyby jakieś istoty rozumne znalazły nasz statek, mogłyby użyć tej cząsteczki do nawiązania łączności z Ziemią. Ciekawe czy to będzie kiedyś możliwe…

@Mam pomysł, możnaby wziąć dwie cząsteczki w stanie splątania kwantowego i jedną wysłać takim statkiem, a drugą trzymać na Ziemi. Gdyby jakieś istoty rozumne znalazły nasz statek, mogłyby użyć tej cząsteczki do nawiązania łączności z Ziemią. Ciekawe czy to będzie kiedyś możliwe…
Raczej nie, o ile ortodoksyjna mechanika kwantowa się ostoi. Splątanie nie może służyć do transmisji sygnałów, niestety.