Nie wiem czy pamiętacie piosenkę o tym tytule, jeśli nie to podaję linka do Youtube: http://www.youtube.com/watch?v=HLUX0y4EptA&ob=av2e. Utwór ten prześladuje mnie od kilku dni, a to za sprawą moich szanownych kolegów z pracy, którzy wygrzebali ją z zapomnienia właściwie przypadkowo. Dziwnym bowiem zbiegiem okoliczności “Handlebars” to nazwa systemu szablonów JavaScript, którym zaczęliśmy się posługiwać, i wyszukiwanie w Google, poza materiałami czysto technicznymi, ujawniło również istnienie wyżej wymienionego kawałka. Nie możemy się w żaden sposób od niego uwolnić, a nawet gdyby groziła taka ewentualność, zawsze znajdzie się ktoś kto odtworzy ową melodię i ugruntuje piętno jakie wypaliła na naszych mózgach.
Ale właściwie nie o tym chciałem. Zamieszkiwanie w okolicy podmiejskiej wywołało we mnie skrywaną dawniej skłonność do stargazingu, czyli wpatrywania się w nocne niebo. Warunki obserwacyjne nie są może tak idealne, jak np. w Bieszczadach, ale znacznie lepsze od tych jakie miałem w centrum miasta, i jeśli tylko niebo nie jest zbyt zachmurzone, jestem w stanie dostrzec i rozpoznać sporą ilość gwiazd (oczywiście nieocenionym asystentem jest Google Sky Map). Odkąd się wprowadziliśmy, dominującym obiektem na wieczornym niebie jest Jowisz, znakomicie widać również Plejady, Oriona, Kasjopeję, Polaris i inne gwiazdki i gwiazdeczki. Usiłowałem dziś odnaleźć Urana, który powinien być widoczny nad zachodnim horyzontem, ale nie jestem pewien czy mi się to udało; nie dysponuję jeszcze żadnym porządnym sprzętem obserwacyjnym a zatem moje obserwacje mogą nie być precyzyjne…
Kontynuując tematy kosmiczne, chciałbym jeszcze podzielić się przemyśleniami w sprawie najnowszej misji NASA – Mars Science Laboratory. Wystrzelony dwa dni temu statek, niosący na swoim pokładzie całkiem spory pojazd badawczy Curiosity, dotrze w okolice Czerwonej Planety za niecały rok, i jeśli przetrwa niezwykle skomplikowaną procedurę lądowania, to zobaczymy niewątpliwie bardzo ciekawe zdjęcia marsjańskich krajobrazów. Głównym jednak zadaniem MSL jest sprawdzenie, czy na Marsie są warunki pozwalające na istnienie życia – zadanie zostało sformułowane właśnie w ten sposób. Maszyna nie będzie szukała konkretnych form życia, a tylko oznak ich istnienia, osobiście wydaje mi się dziwne że na pokładzie robota nie znalazło się żadne urządzenie stricte do wykrywania procesów życiowych, no ale może to kwestia technologiczna, a może finansowa. W każdym razie, jak sądzę, największym wyzwaniem stojącym przed MSL jest w ogóle wylądować na tym Marsie, a biorąc pod uwagę zastosowany system lądowania, może to się okazać trudne.
Statek, zaopatrzony w specjalną tarczę ogniotrwałą, wchodzi bowiem w atmosferę i wyhamowuje swój pęd tarciem atmosferycznym. Tarcza zaopatrzona jest w mimośrodowo umieszczony balast, dzięki któremu cały pojazd nie spada jak kamień, ale ślizga się w marsjańskim powietrzu i zachowuje pewien stopień sterowności. Na określonej wysokości balast i tarcza są odrzucane i – przy prędkości upadku około 2 Machów – otwiera się spadochron, który spowalnia statek do 100 m/s czyli 360 km/h. Nadal jest to zbyt duża prędkość jak na pionowe lądowanie, a więc w tym momencie uruchamiane są rakietowe silniki hamujące, zamontowane na platformie, pod którą na linkach podwieszony jest właściwy pojazd; kilkanaście metrów nad powierzchnią Marsa robot opuszczany jest w dół na tychże linkach, a gdy dotknie gruntu, linki odczepiają się i platforma ulatuje gdzieś w bok, aby wylądować sobie z mniejszym lub większym hukiem. Brzmi skomplikowanie, szczególnie ten kawałek z opuszczaniem robota na linkach i odlatywaniem na bok, i nie chcę być złośliwy, ale prawda jest taka że im bardzie wymyślny i skomplikowany system, tym większe prawdopodobieństwo, że coś pójdzie nie tak. Oczywiście,w teorii system jest znakomity i gwarantuje wyjątkowo miękkie posadzenie Curiosity na powierzchni, ale nie chcę myśleć co będzie, gdy na przykład zepsuje się mechanizm odcinający linki i platforma spadnie robotowi prosto na łeb. Inżynierowie z NASA zapewne też nie chcą o tym myśleć.
Miejmy nadzieję że wszystko pójdzie dobrze, a nie tak jak rosyjskiemu statkowi Phobos-Grunt, który miał lecieć na Phobosa, a jak na razie nie jest w stanie nawet opuścić orbity okołoziemskiej. Nie pomogła nawet interwencja premiera Putina – uparta sonda najwyraźniej nie chce nigdzie lecieć. Nie wiem czy znacie dowcip o tym jak w latach 60. partia zdecydowała że Rosjanie powinni polecieć z misją na Słońce?
- Ależ towarzyszu pierwszy sekretarzu, Słońce jest bardzo gorące, kosmonauci się tam spalą!
- Towarzyszu Korolev, partia pomyślała o wszystkim! Polecicie w nocy!
