Wygląda na to że wreszcie mamy w miarę normalny internet, z Cyfrowego Polsatu a więc totalnie bezprzewodowy, z całkiem przyzwoitym routerem WiFi. I to wszystko co chciałem dziś napisać na tematy domowe, gdyż tak jak obiecałem, zajmiemy się w niniejszym wpisie sprawami ważniejszymi.
Po pierwsze, Wall Street. Nie wiem czy wiecie, ale od ponad dwóch tygodni trwa w sercu amerykańskiej finansjery obywatelski protest pod nazwą Occupy Wall Street. Zgromadzeni tam Amerykanie obojga płci i różnych ras protestują najwyraźniej przeciwko hegemonii wielkich korporacji przemysłowych i finansowych, a także przeciwko powodowanym przez nie regularnie nawrotom kryzysów, krachom, spadkowi wartości pieniądza i tak dalej. Protestują także, całkiem słusznie, przeciwko bezkarności właścicieli i zarządów owych korporacji, którzy nie tylko nie ponoszą odpowiedzialności za swoje nieprzemyślane, prowadzące zwykle do odbierania domów zwykłym ludziom posunięcia, ale na dodatek wypłacają sobie wielomilionowe nagrody i cieszą się dostatnim życiem. Zgromadzeni na Wall Street obywatele amerykańscy stwierdzają zatem, że tak dalej być nie może, i że jeśli czegoś się nie zrobi ze stojącą nad przepaścią finansjerą, to jedynym wyjściem będzie zmuszenie jej do zrobienia dużego kroku naprzód.
Nie pamiętam czy to był Aldous Huxley, który powiedział, że prawdziwa rewolucja nie będzie transmitowana w telewizji, ale jeżeli ta teoria jest prawdziwa, to musimy wiedzieć, że coś się dzieje. Akcja Occupy Wall Street jest praktycznie nieobecna w masowych mediach, jedynym większym portalem w internecie, na którym regularnie pojawiają się informacje jej dotyczące, jest Reddit, w polskich dziennikach pojawiła się wyłącznie krótka notka dotycząca incydentu na moście brooklyńskim. Naturalnie nie ma w tym nic dziwnego, szczególnie jeśli przypomnimy sobie kim jest z zawodu aktualny burmistrz Nowego Yorku, pan Michael Bloomberg.
Ciekaw jestem bardzo jak to się wszystko rozwinie, a szczególnie co się wydarzy 10 października, ponieważ na ten dzień grupa hackerska Anonymous zaplanowała “wymazanie Wall Street z Internetu”. Jak tego zamierzają dokonać, pozostaje tajemnicą, w każdym razie wysłali utrzymany w klimacie filmu “V for Vendetta” email z zapowiedzią tego ataku. Oczywiście, wszyscy są przekonani, że bogate korporacje zatrudniają najlepszych i najlepiej opłacanych specjalistów od bezpieczeństwa internetowego, a więc tak potężna instytucja jak New York Stock Exchange będzie niewrażliwa na ataki jakichś tam pożal się Boże hackerów. Bogate korporacje jednak nie dlatego są bogate, że zatrudniają najlepiej opłacanych specjalistów, a częściej dlatego, że zatrudniają ludzi, którym można płacić jak najmniej, więc jeśli Anonymous spełni swoje groźby, to jestem bardzo zainteresowany wynikiem tego starcia.
Ciekaw jestem także, czy gdyby Occupy Wall Street miało większe, jak to się teraz ładnie mówi, media coverage, to czy wpłynęłoby to w jakiś sposób na wyniki tego czegoś, co się u nas nazywa wyborami. Nadal zastanawiam się także, czy jest sens iść na to coś i zagłosować właściwie nie wiadomo na co, bo na pewno nie na konkretnego człowieka, o którym wiedziałbym, że chcę, aby mnie reprezentował w parlamencie. Niestety, dopóki nie zostanie zmieniona ordynacja wyborcza i nie zostaną wprowadzone jednomandatowe okręgi, trudno mówić o “reprezentacji”; w naszym szanownym Sejmie znów zasiądą te same osobniki i będą przez następne 4 lata ględziły o aborcji.
Jeśli już odbędzie się ta rewolucja, stary reżim zostanie obalony, a na jego miejsce trzeba będzie powołać jakiś nowy reżim, to ja proponuję, żeby wprowadzić prawdziwą demokrację bezpośrednią, taką jak w starożytnej Grecji, kiedy to wszyscy mieszkańcy miasta zbierali się i decydowali o dotyczących ich sprawach. W czasach internetu i podpisu elektronicznego nie powinno to stanowić żadnego problemu. Oczywiście, będzie potrzebne jakieś ciało, czy też komitet wykonawczy, ale ustawodawstwo, od zgłaszania projektów aktów prawnych, po ich głosowanie i wprowadzanie w życie, powinno być w rękach ludu. Sejm i Senat będą wtedy całkowicie zbędne. Każdy obywatel będzie się mógł zalogować na specjalnej stronie internetowej, zgłosić np. projekt ustawy lub poprawki do innego projektu, a gdy już odpowiednia ilość osób, powiedzmy 100 tysięcy, zagłosuje za poddaniem ustawy pod głosowanie, będzie można np. w ciągu tygodnia oddawać na nią głosy przez internet. Takie Wiki do zarządzania państwem, oczywiście zintegrowane z Facebookiem: “Adam Kowalski zagłosował na Tak w głosowaniu nad ustawą o legalizacji marihuany” – “Lubię to!”
