Ogarnęło mnie ostatnio jakieś takie uczucie w rodzaju nostalgii, choć nie jest to całkiem dobre określenie, gdyż nostalgia zakłada istnienie tęsknoty za tym, co przeminęło, a w tym przypadku nie była to tęsknota, a jedynie szereg wspomnień związanych z minionymi epokami. Zaczęło się od tego, że próbowałem bez instrukcji uruchomić odtwarzacz Zen Stone i pomimo, że posiada on tylko 6 przycisków, to nie udało mi się wydobyć z niego dźwięku aż do czasu przeczytania w instrukcji, że należy przytrzymać przycisk “Play” przez kilka sekund. Odtwarzacz ten (co ważne w analizie tego przypadku), dostała moja żona w schedzie po swojej młodszej siostrze, która z okazji rozpoczęcia nauki w liceum kupiła sobie nowego iPoda.
Przypomniały mi się w tym momencie czasy, gdy ja rozpoczynałem naukę w liceum, albowiem też doszedłem wtedy do wniosku że muszę mieć jakiś przenośny sprzęt grający, i sprawiłem sobie magnetofon kasetowy Panasonic, zwany również (niepoprawnie) walkmanem. Model, który nabyłem, był jak na owe czasy dosyć wypasiony, posiadał mianowicie wbudowane radio, głośnik zewnętrzny i możliwość nagrywania w dwóch prędkościach, a jako nośnik dźwięku służyły w nim kasety z taśmą magnetyczną – wynalazek, który pamiętają już tylko najstarsi Indianie. Niemniej jednak Panasonic dobrze mi służył przez kilka następnych lat, pozwalając odciąć się od monotonii lekcji języka polskiego lub też zapewniając rozrywkę na licznych wycieczkach szkolnych i innych wyjazdach.
Oddałem go później mojej siostrze, która nagrywała nań wywiady z twórcami ludowymi na badaniach terenowych i najpierw urwała zaczep zamykający, później zgubiła akumulatorki, a na koniec (możliwe że bez jej winy) uszkodził się mechanizm odpowiedzialny za automatyczną zmianę strony kasety. Były to jednak już czasy w których przebojem stał się format MP3, tak więc nawet bez tych uszkodzeń Panasonic umarłby śmiercią technologiczną.
Nie mam zamiaru rozpływać się tutaj w zachwytach nad tempem postępu technicznego, które istotnie jest w ostatnich latach bardzo szybkie, ani też straszyć singularnością technologiczną, czyli punktem, poza którym nowe wynalazki będą powstawać szybciej, niż człowiek będzie je sobie w stanie przyswoić. Chciałbym natomiast wyrazić myśl, która przyszła mi do głowy przy okazji tych wszystkich rozważań, a mianowicie, dlaczego dopiero całkiem niedawno wynaleziono komputer, samochód, płytę CD, laser i te wszystkie inne nowinki.
Jak głosi nauka, człowiek rozumny wyewoluował w Afryce około 200 tys. lat temu. Przyjmuje się, że w czasach paleolitu, czyli przed 50 tys. lat, gatunek ludzki był już w pełni rozwinięty pod względem społecznym, kulturalnym i behawioralnym, posiadał język, produkował narzędzia, grzebał zmarłych i prawdopodobnie posiadł też sztukę wytwarzania napojów alkoholowych, choć poważne źródła pomijają zwykle tę kwestię. W każdym razie, jeżeli za punkt odniesienia przyjąć czasy współczesne, od tamtej pory ludzie mieli 50 tysięcy lat na dalszy rozwój. Czy nie jest zastanawiające, że naprawdę szybkie tempo postępu przypada jedynie na ostatnie, załóżmy optymistycznie, 500 lat? Jestem pewien, że typowy rolnik z XIV wieku nie górował znacznie, jeżeli chodzi o zaplecze techniczne, nad typowym rolnikiem z epoki neolitu, a różniło ich przecież kilka tysięcy lat. Tyle czasu zajęło rolnikom wynalezienie chociażby trójpolówki – ja rozumiem że tradycyjnie chłopi nie należeli do najbystrzejszych członków społeczności, ale skoro pierwszy traktor, skonstruowany w 1902 roku, w ciągu niecałych 100 lat przekształcił sie w wielofunkcyjne, naszpikowane elektroniką, klimatyzowane maszyny, to cała sprawa wygląda nieco podejrzanie.
Zresztą nie tylko w rolnictwie rzecz. Podstawowy wynalazek, który zapoczątkował rozwój motoryzacji, czyli koło, istnieje już od 6 tys. lat. Niestety, przez całe te lata nikt nie wpadł na pomysł, że fajnie by było skonstruować wóz na kołach, który nie potrzebowałby do poruszania konia, wołu ani innego zwierzęcia pociągowego. W tym przypadku trudno mówić nawet o jakiejś barierze technologicznej, jako że pierwszy udokumentowany pomysł wykorzystania pary do poruszania różnych rzeczy datuje się na 140 rok p.n.e – gdyby od tamtej pory odliczyć 100 lat (1771 rok – pierwszy pojazd parowy, 1870 – pierwszy samochód z silnikiem spalinowym), to teoretycznie już cesarz Oktawian August mógłby jeździć po Rzymie czymś w rodzaju samochodu. Tak jednak nie było – pytanie brzmi, dlaczego? Być może nie było zapotrzebowania na tego typu wynalazki, ale czy na pewno? Istniała przecież potrzeba przemieszczania się, transportu, prowadzenia wymiany handlowej, napędzania okrętów – wynalazek silnika na pewno zostałby przyjęty przychylnie chociażby przez koła wojskowe.
Konkludując – teoria moja jest taka, że z na razie nieznanych przyczyn rozwój technologiczny ludzkości został zahamowany – a przynajmniej mocno opóźniony, w stosunku do możliwości jakie zostały dane człowiekowi do dyspozycji. Dopiero w ciągu ostatnich 200-300 lat obserwujemy rozwój na naprawdę przyzwoitym poziomie – a stanowi to poniżej jednego procenta czasu, jaki ludzkość miała do dyspozycji. Wygląda na to że zmarnowaliśmy ten czas na bezmyślne poganianie wołów i tłuczenie się pałami i mieczami po głowach. Pozostawiam to Waszej refleksji.
Fajny post.
Na pewno czytales “Czarne oceany” Dukaja – jesli nie, lec do ksiegarni, bo ksiazka jest dokladnie o tym, jak postep przyspiesza, az do granic ludzkich wytrzymalosci (a przynajmniej do granic wytrzymalosci czytelnika
Cześć, masz jeszcze 5 dni w październiku…………………..