Dziś na początek kilka porad dla rodziców, ujętych w formę literacką znaną jako “altruitki”:
Szczędząc trudu niemowlęcia
sam na kolki cierp i wzdęcia.
Oszczędzając sił oseska
Obśliń pluszowego pieska.
Oszczędzając trud dzidziusia
Sam w pieluchę mu nasiusiaj.
Dziecko nie ma sił bez liku
Sam więc pełzaj po kocyku.
By oszczędzić płuc malucha
Płaczem często sam wybuchaj.
Dwie ostatnie obarczone są pewnymi błędami gramatycznymi, ale mimo to zdecydowałem się je tu zamieścić:
Oszczędzając trud bobasa
Wrzaskiem mnóstwo czyń hałasa.
Szczędząc pracy swego dziecka
Zjedz i ulej porcję mlecka.
Dobrze. Uprzejmie dziękuję za wiele mówiący komentarz pana D., jestem świadom tego że w przekładzie oznacza on coś w stylu “no fajnie, kawałek przeczytałem, ale w sumie to nudy, idę pooglądać Pudelka albo Lansik.pl”. Nie, nie, spoko, nie gniewam się, jestem całkowicie świadom swoich ograniczeń i tego że mój blog nawet nie umywa się do takich blogów jak blog Kominka czy choćby nagiegwiazdy.blox.pl. Z braku czasu niestety nie jestem w stanie dokonywać częstszych wpisów, tak więc poziom bloga mojego pozostanie na razie niezmieniony.
O czymś jeszcze chciałem napisać, bo być może ktoś to też zauważył, a może to tylko moje subiektywne wrażenie. Chodzi o to, że produkowane ostatnio w Hollywood filmy są tak jakby bardziej realistyczne niż dawniej. Wyjaśnię może na przykładzie – w filmie “Terminator Salvation” jest scena, w której helikopter zostaje trafiony rakietą i traci wirnik ogonowy, przez co zaczyna obracać się zgodnie z zasadą akcji i reakcji. Szczegółem, na który zwróciłem uwagę, było krótkie ujęcie z wnętrza kabiny, pokazujące jak pilotujący śmigłowiec John Connor gwałtownie opuszcza w dół dźwignię sterującą wirnikiem (tzw. dźwignia ogólnego skoku i mocy), który to manewr rzeczywiście jest jedynym prawidłowym działaniem w przypadku utraty w śmigłowcu wirnika ogonowego (pozwala na w miarę łagodne lądowanie z pomocą tzw. autorotacji). Być może to przypadek, a być może hollywoodzcy producenci zapłacili jakiemuś pilotowi za konsultacje i umieścili w filmie ujęcie, które co prawda nie ma znaczenia dla laika, ale komuś obeznanemu nie da powodu do wyśmiewania filmu na stronie “Goofs” w IMDB. W innych filmach również zauważyłem większą dbałość o szczegóły, i mam wrażenie że to właśnie dzięki internetowi i ludziom, którzy z uporem maniaka wyłapują różne błędy filmowców, ci ostatni zaczęli nareszcie zwracać uwagę na tego typu niuanse. Szkoda tylko że “Terminator Salvation”, nawet z tą cenną sceną, jest jednym wielkim kitem nic nie wnoszącym do historii walki ludzi ze Skynetem, i nawet Schwarzenegger w końcowych scenach nie jest prawdziwym Schwarzeneggerem, tylko jakimś komputerowo podrasowanym, napakowanym osobnikiem.
To wszystko w tym odcinku, na następny zapraszam nie wiem kiedy. Mogę napisać tylko tyle:
Oszczędzając trud autora
Sam pisz blog, gdy przyjdzie pora.
Stand up, man! Where is your dignity?!
No i jak tu teraz coś pochwalić? Faaaacet…
Może już czas na nową notkę?